FELIETONY

Typy i typki przy szachownicy

Mam tu przede wszystkim na myśli szachistów, jako masę. Tych wszystkich, którzy ponad wszystko lubią spędzić jesienny wieczór, czy też niedzielne przedpołudnie przy partyjce szachów, z podobnym do siebie entuzjastą królewskiej gry.
A imię ich - milion...
Spotkać ich można nie tylko w lokalach klubowych, swietlicach i na imprezach szachowych. Rzucają się w oczy w parkach, na różnych skwerach, w pociągach, poczekalniach kolejowych, w domach wczasowych itd.
Te niezliczone rzesze entuzjastów gry w szachy, można sklasyfikować w najprzeróżniejszy sposób. Trzeba jednak zdać sobie sprawę, że nie jest to zadanie łatwe.
T y p ó w w wielotysięcznej rzeszy szachistów jest olbrzymie bogactwo.
Ktokolwiek przypatrywał się kiedyś przez choćby kilka minut, nie tylko samej szachownicy, ale l u d z i o m przy niej siedzącym, ten znajdzie na pewno w podanej poniżej bogatej kolekcji typów , również bliskich swych, znajomych szachistów.
Jednym z najczęsciej spotykanych t y p ó w jest szachista m u z y k. Niemalże w ciągu całej partii nuci sobie pod nosem jakąś melodię, lub cichutko gwiżdże. Wyjątkowo złośliwym typem w tej grupie jest szachista nucący, względnie gwiżdżący j e d n ą   i   t ę   s a m ą melodię. Jeśli koncert taki trwa bez przerwy 2-3 godziny - może znudzić. Do rzadkich wyjątków należy tutaj osobnik, który nuci i gwiżdże na przemian jedną i tę samą melodię f a ł s z y w i e. Spróbujcie z takim wygrać.
Byłem kiedyś świadkiem, gdy znany ze swego opanowania, weteran polskich mistrzów Kazimierz Makarczyk natknął się na takiego właśnie przeciwnika. Po dwóch godzinach koncertu Makarczyk nie wytrzymał nerwowo i zwrócił się do swego przeciwnika z uprzejmą prośbą: Skoro już Pan musi gwizdać - to barszo proszę o repetuar urozmaicony i bez fałszowania!
Niemniej groźnym typem, a przy tym znacznie częściej spotykanym jest szachista c y r k o w i ec. Nie umie on spokojnie wysiedzieć na krześle. Przyjmuje coraz to nowe pozycje i figury. Niemal co minuta zmienia pozycję, wstaje, siada, podwija sobie jedną nogę, następnie drugą, wreszcie klęka na krześle, podpiera głowę, przesuwając ją coraz bardziej nad szachownicę, uzyskując w ten sposób - wyrażając się fachowo - przewagę p r z e s t r z e n i nad przeciwnikiem. Brak wewnętrznej dyscypliny podczas procesu myślenia, może zresztą objawiać się i w inny sposób. Tego rodzaju typ szachisty nie potrafi spokojnie utrzymać w stanie bezruchu swych rąk i nóg.
W pierszym wypadku trzęsie niemal bez przerwy nogami, wprawiając w drżenie cały stolik z szachownicą i figurami. Widziałem już nieomal fantastyczne ruchy nóg o najprzeróżniejszej szybkości.I są jeszcze tacy, którzy twierdzą, że pojęcie kondycji fizycznej nie ma z szachami nic wspólnego. Niech spróbują przez 5 godzin trząść nogami w pozycji siedzącej, nie mówiąc już o wysiłku umysłowym. Groźniejsza jednak jest grupa druga. Bo proszę sobie wyobrazić kogoś, bębniącego bez przerwy palcami po stole. Dobrze jeszcze, gdy czyni to poduszeczkami palców. Ale co zrobić, gdy facet ma w tym celu specjalnie zapuszczone w artystyczny sposób paznokcie.Wystukuje wówczas najprzeróżniejsze, śpiewane w myśli melodie, poczynając od samby, kończąc na kankanie.
Pewien angielski szachista, należący właśnie do tego rodzaju typów, przychodził do klubu zawsze z watą w uszach. Gdy pewnego dnia zapytano go w dobrej wierze, dlaczego tak długo cierpi na uszy, odpowiedział bez żenady, że kiedy gra w szachy lubi wystukiwać sobie na stole Rondo capricioso Mendelssona, ale stuk własnych paznokci przeszkadza mu w myśleniu, wpadł więc na pomysł zatkania sobie uszu watą.

A teraz kilka grup mniej niebezpiecznych.
Oto szachista bez przerwy wzruszający ramionami. Gdy tylko jego przeciwnik wykona posunięcie - rozpoczyna taniec ramion, który oznacza mniej więcej: Nic nie rozumiem! Najprawdopodobniej sam nie rozumiesz swych posunięć. Mogę więc przejść do realizacji własnych planów. Nie wiadomo tylko dlaczego wzrusza ramionami, gdy tylko zaczyna zastanawiać się nad swoim następnym posunięciem. A oto inny typ. W czasie, gdy jego przeciwnik zastanawia się nad ruchem - czyści swe okulary. Chucha na nie, ogląda pod światło, przeciera szmatką, znów chucha i tak ciągle od początku, dopóki jego przeciwnik nie wykona posunięcia.Wówczas szybkim ruchem zakłada szkła, chowa chusteczkę do kieszeni i popada w zadumę.

Do grup, które zakwalifikowałbym jako pośrednie, należą szachiści przestraszeni i grające rączki.
P r z e s t r a s z o n y - to taki, który po każdym posunięciu z reguły rozpoczyna serię okrzyków w rodzaju: Och!, Ach!, Ojej itp. Okrzyki te wydaje tak długo, aż przekona się, że jeszcze nie dostaje mata. Wtedy przestaje wykrzykiwać, robi szybko ruch - z reguły zły - i gdy tylko zastanawia się nad swym posunięciem - rozpoczyna swe biadolenie od początku.
Natomiast g r a j ą c a   r ą c z k a - to typ szachisty, który przez cały czas zastanawiania się nad swym posunięciem, ma wyciągniętą rękę nad szachownicą. Ręka jego bez przerwy krąży nad wszystkimi figurami, jednakże powzięcie decyzji nie przychodzi mu łatwo. Zdarza się też, że tego rodzaju szachista rękę swą cofa, to znów wysuwa do przodu.
Znakomity szachista niemiecki starszego pokolenia dr Siegbert Tarrasch, w swoim czasie zalecał w tych wypadkach... podkładanie sobie rąk pod siedzenie.

Myliłby się ten, kto by sądził, że nakreślone powyżej objawy są wynikiem zamierzonej złośliwości, bądź też obliczone są na utrudnianie gry przeciwnikowi Nic podobnego! Sa to raczej prawidłowe odruchy, występujące w stanie silnego podniecenia nerwowego w ferworze walki. Nie miejmy więc o nie pretensji!
Na zakończenie - kilka słów do moich kolegów i przyjaciół - szachistów.

Nie bierzcie mi za złe, gdy ktokolwiek z Was znajdzie w niniejszym felietonie jakiś typ zblizony do siebie. Oświadczam uroczyście, ze nie Wy jesteście prototypami nakreślonych tu sylwetek. Wszak opisane tu typy liczą się na pęczki. Prawda! Powiedzcie więc sobie twardo: To nie mnie ma tu na myśli!
góra